Sny bywają za bardzo prawdziwe.
Są takie noce, kiedy świat się kończy.
Świat odchodzi i zostawia nas z przerażonymi oczami i bezradnie opuszczonymi rękoma.
Są takie noce podczas których nie możesz się doczekać widoku błękitnego, jasnego nieba...
Mam tak odkąd odszedłeś...
I kiedy patrzę w to niebo doszukuję się ciebie, lecz wiem
że nie znajdę cię w niczym więcej niż tylko w zapamiętanych snach.
Zawsze z rana piję kawę i palę camela-
staram odpędzić się od siebie wspomnienia w których grasz główną rolę.
Kiedy cię spotkałem byłeś tak bardzo niewinny i nieskalany, że dzięki tobie zacząłem mocniej widzieć swoje skalane części.
Tak bardzo chciałem go złamać.
Tymczasem to on złamał mnie.
Zawsze byłem jak nałóg, jak pieprzony huragan.
Przychodziłem i zabierałem wszystko co chciałem.
Potem znikałem.
Teraz to on przejął moją rolę,
ale mimo wszystko nie chowam żadnej urazy.
Chociaż czasem wydaje mi się, że go nienawidzę.
Są czasami takie dni, kiedy w każdej sekundzie zastanawiam się co bym zrobił jakbym wpadł na niego na ulicy, albo gdyby zapukał do moich drzwi.
Gdyby...gdyby...gdy...
Codziennie próbuję go namalować, ale jego twarz zanika w moich myślach.
Jednak cały czas pamiętam jego oczy.
Jego spojrzenie prześladuje mnie wszędzie
Może jeszcze kiedyś się spotkamy.
Może kiedyś się dowiem dlaczego odszedłeś.
Pragnę, a nie mam- lecz żyję dalej.
Ale...